|
czwartek, 14 lipca 2005
Dzień Apokalipsy
Doskonale wiem, że dobry wybór to 50 % sukcesu i zazwyczaj jest tak, że w momencie, gdy go dokonuję, jestem przekonana, ze obrana przeze mnie droga jest tą właściwą. Teraz się boję........Wszyscy moi znajomi, a raczej ich większość startowali do Warszawy I poznania i ewentualnie do Gdańska. Mają już egzaminy za sobą i nie muszą się martwić. Zazdroszczę im, bo ja nawet nie jestem przekonana, czy tak bardzo chcę iść na prawo. Szczerze mówiąc wolę filologię angielską, bo języki to moja pasja. Kocham dziecie i zawsze chciałam być nauczycielką. Z drugiej strony ambicja i kwestia finansowa skłaniają mnie ku prawu. Jestem w kropce... Jeśli ktoś ma wyrażny pogląd na ten temat, proszę o radę. :)
niedziela, 10 lipca 2005
***************
To znowu Ja. Ogarnęła mnei nagle wena, a moze nadrabiam zaległości? Tym razem umieszczam opowowiadanie Kołakowskiego, które przesłała mi jakaś bardzo zyczliwa osoba. Zatem czytajcie... Ciąg dalszy...
Powoli rozpięłam letnią sukienkę. Widząc moje zawstydzenia, podszedł, pocałował mnie w czoło i zsunąl jedno ramiączko, potem drugie...śliska tkania szybko opadła z mojego ciała. Rozpięłam pasek u jego krótkich spodenek, czując, zę jego męskośc twardnieje. Pchnął mnie lekko i opadłam na łóżko, a on wraz ze mną. Tuż obok leżał i patrzył mi w oczy. Cicho zapytał, czy tego chcę. Odparłam prawie bezgłośnie, że tak. Chciałam...Zsunął moje stringi i czekał na mój ruch. Sciągnęłam jego bokserki, uwalniając jego rosnącą męskość. chyliłam sie i pocałowałam jej czubek najdelikatniej jak potrafiłam. Przyciągnął mnie do siebie i delikatnie zacząl pieścić moje piersi, następnie pępek, aż doszedł tam... Pieściła przez dłuższą chwilę, a ja czuał że zaczynam się rozpływac w rozkoszy.Dłońmi przejechałam po jego ciele, pocałowałam oba jego sutki i językiem zwilżyłam pępek. Dotknęlam rękoma jego męskości, była juz naprawdę duża, a i ja czułam sie gotowa by go przyjąć. Wstałam i usiadłam okrakiem na jego torsie. tak oboje byliśmy gotowi. Uniosłam się i ozwoliła mu delikatnie we mnie wchodzić. Poczuła falę gorąca... Reszty się domyślcie :P Stuk, stuk, stuk..nięta jestem!
Piękna dzisiaj pogoda, w końcu wreszcie coś letniego, więc postanowiłam zrobić sobie małą przerwę w kuciu logiki i napisać coś, co zapowiedziałam już wczoraj. Pewnie niewiele z osób, które czytują mojego bloga domyśla się, czyże jest ta fikcja, o której wspomniałam, ale już za chwilę będziecie mieli okazję przeczytać. Troche się boję, bo co by sie stało, gdyby ktoś znajomy to przeczytał, ale postanowiłam nie marnować swojego literackiego talentu już dłużej i umieszczać właśnie tu fragmenty mojej twórczości(tej bardziej i mniej popularnej). Zacznę od tej drugiej........ Był ciepły letni dzień, ale nie znów tak upalny. Tak, zdecydowanie gdyby było upalnie pewnie żadna z tych ekscytujących rzeczy nigdy nie miałaby miejsca. A więc było ciepło, ale wiał przyjemny chłodny wiaterek, który w chwilach wzmożonej aktywności przeradzał się w mroźną bryzę. Rodzice mojego przyjaciela wyjechali na tydzień do Bułgarii na wczasy. A on, jako prawdziwy przedstawiciel rodzaju męskiego na tym świecie miał zamiar cały tydzień przeżyć na zupkach w proszku, słodyczach i chipsach. Wcale nie miałam nic przeciw. Nie, nie jestem taka głupia, aby chłopakowi proponować, że coś ugotuję, bo jeszcze się przyzwyczai...:P Moi rodzice mieli wrócić do domu koło 18.00, ponieważ wybrali się na dłuższe zakupy do hipermarketu. Chciałm przygotować dla nich coś szczególnego, a on mi pomagał w miarę swoich umiejętności, a raczej ich braku, ale to wyciaganie produktów, mycia i obierania się nadawał.:) Siedzieliśmy na ganku i rozmawialiśmy, kiedy przypomniałm sobie, ze to już czas najwyższy wyjąć ciasto z piekarnika. Weszliśmy do kuchni. Podałam mu rękawicę kuchenną,aby pomógł mi przytrzymać gorącą formę z ciastem. Gdy się schyliłam wyjmując ciasto z piekarnika, moje pośladki delikatnie musnęły jego krocze. Poczułam się dziwnie, gdy zauważyłam, ze on się wcale nie cofnął, a raczej przysunął bliżej i gdy się wyprostowaąłm, jeszce mocniej otarłam się o jego ciało. Położyła forme na stole, udając, że nic sie nie stało. Przecież to był mój przyjaciel...tak nie WOLNO! Huczało mi w głowie. Wtedy on dotknął palcem wskazującym mojej brody i uniósł ją tak, abym spojrzał mu prosto w oczy. Miał ciężkie spojrzenie. W jego oczach walczyły zmieszanie z pożądaniem. Wtedy pocałował mnie delikatnie w usta. Jedna jego ręka spoczęła na moim karku, druga osunęła się po plecach w dól, aż dotarła do początku rowka między pośladkami. Skąd on wiedział, zę włąśnie dotyk w tym miejscu lubię najbardziej? Stwierdziłam, ze skoro oboje tego chcemy... Moja prawa dłoń dotknęła jego nagiego brzucha. Delikatnie przesunęła się nieco w dół. Przeszył go dreszcz. Przerwałam pocałunek."Sypilania rodziców. Zapraszam"-powiedziałam do niego uśmiechając się. Spojrzal nieco zdziwiony. Ciąg dalszy nastąpił....... :)
sobota, 09 lipca 2005
Hmmmmm...Czarne chmury nade mną
W sumie to chciałam pójść w ślady mojej koleżanki i zamieścić na moim(dawno nieodwiedzanym) blogu fikcję literacką dość szczególnego typu, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Teraz natomiast napiszę o czymś ważniejszym. Tak, tak STUDIa, to bardzo ważna rzecz, tylko trzeba sie na nie dostać, potem utrzymać, dostać na aplikację(w moim przypadku). Do tego jeszcze mieć fundusze, więc wymaga to pracy i środków. A co jeśli tego drugiego rodzice mi odmawiają, bo(cytuję):"Ty nas za drogo kosztujesz!" Mam dość!!! Czy jestem trędowata?? Cóż za pytanie?? Jestem i dlatego ludzie mnie unikają. W życiu mam tylko jedną przyjaciela- mój pamiętnik. Smutne, nie??? Do zobaczenia kiedyś! [Prąd też kosztuje]
wtorek, 25 stycznia 2005
Teraz już wiem na pewno...jestem nie tylko niesystematyczna ale i niekonsekwentna...Poszłam na studniówkę, nie z Tenbitem, ale z innym kolegą. Było bardzo fajnie, zwłaszcza, ze miałam 3 partnerów. Nie można mi zarzucić bigami chociaż jakby się uprzeć....Więc to było tak z moim kolegą, powiedzmy X szłam na studniówkę, z kolegą Y tańczyłam poloneza, a pocałował mnie kolega Z. Koleżanka od pana Z trochę sie zdenerwowała, ale to ON...nie zaprzeczę nie miałam nic przeciwko dopóki tego nie zrobił. Pomyślałam w trakcie, ze Jej na pewno będzie przykro i to Ona za niego zapłaciła, więc powiedziałam mu NIE(było ciężko)....z drugiej strony od kiedy to ludzi można kupić???!!! No nie wiem teraz co o tym myśleć...............było miło i tyle :D
piątek, 12 listopada 2004
nie wiem co napisać dzisiaj....
środa, 10 listopada 2004
j..... studniówka
Nie dość, ze mam w tym rokumaturę...nową maturę, czyli bardzo fajny eksperyment na żywym ciałku, czyli roczniku 1986...to jeszcze studniówkę wymyślili. Nie uważam, że jest to zły pomysł, ale...no właśnie jest bardzo poważne "ale". Marzę o tym, zeby bal ten wyglądał jak wszystkie prom'y w amerykańskich filmach...Książę zaprasza na bal Kopciuszka, nie zauważa kiedy się w Niej zakochuje( bo ona w nim od dawna) i żyją długo i szczęśliwie. Do tego jeszcze Kopciuszek staje sie Księżniczką i wszystko jest wspaniale. Kopciuszek czekający na Księcia jest, ale Księcia nie ma...nikt taki nie istnieje. Poza tym wcale nie będę wyglądała jakoś nadzwyczajnie, choć bardzo bym chciała.. i skończy się jak zwykle...będę siedziała sama z ogomnymi wyrzutami sumienia, bo ogłam za te ciężkie pieniądze zrobić coś pożyteczniejszego np. kupić sobie książkę do hiry, kupić karnet na basen albo iść do kina, potem będę udawała, ze jest świetnie, żeby rodzice nie mieli wyrzutów i zapamiętam ten dzień jako najgorszy w całym moim życiu...eeehh, a więc nie pójdę, choć z tego powodu zapewne także będę czuła żal. Jak ja nienawidzę mojego życia i siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
sobota, 06 listopada 2004
Prometeusz
Pod wpływem tekstu, który dzisiaj przeczytałam, zaczęłam się zastanawiać nad rolą jaką odegrał w literaturze mit o Prometeuszu? U Ajschylosa jawi sie on jak bóg, odległy nam twór doskonały, który zatraciwszy się w swej doskonałości pokochał swoje przeciwieństwo-słabego i nieudacznego człowieka. Dziwi to zamiłowanie perfekcji do tolerowania wad, a może doskonałość przesłania te ubytki...może właśnie to jest nowym sensem mitu. Jak bowiem można dostrzec czym jest niedoskonałośc jeżeli się jej nigdy nie doświadczyło...Jakże ją zatem traktować? Zapewne oczywistym wydaje się, że osoba doskonała pod każdym względem, będąca alfą i omegą w każdej dziedzinie, musi dostrzec zachodzące różnice...Jednakże prawdopodobnie odczytuje je jako inne stadium doskonałości...tak samo dobre, lecz nieco odmienne, a przecież w swej doskonałości doskonale wypełnia ideę tolerancji. Czym jest doskonałość? Czy tylko perfekcyjnym wykonywaniem danych czynności, pozbawionym wad odczuwaniem, nieskalanym istnieniem? Zatem czy zło mozna uznać doskonałym...przecież sztan-tak jak Bóg w swym dziele zniszczenia, tak jak Bóg w dziele kreacji, jest doskonały...bo obaj muszą być tak samo doskonali, skoro walka nadal się toczy. Czy nienawiść jest tak samo doskonała jak miłość...czy doskonałość jest zależna od kategorii dobra i zła???
|